Co ma wspólnego nowoczesna Kosmologia ze znaną średniowieczną bajką o nagim królu?
Okazuje się, że ma i to wcale nie mało. Właśnie tę analogię postaram się wykazać w niniejszym artykule.
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że są to moje i tylko moje refleksje i celem ich nie jest chęć zlekceważenie czyjegoś wysiłku twórczego, chęć obrażenia kogokolwiek lub Jego uczuć, a wszystkich którzy poczują się obrażeni - serdecznie przepraszam.
Zaznaczam też, że nie mam zamiaru podważać wyników obserwacji Naszego Wszechświata a zastrzeżenia moje budzą jedynie ich interpretacje.
Mam wrażenie, że to Kosmologia teoretyczna kpi sobie z mojej inteligencji i innych mieszkańców naszej planety, przedstawiając abstrakcyjne hipotezy o początkach i budowie Wszechświata w którym funkcjonujemy zamiast przyznać, że nic o nim nie wie i niczego nie potrafi się, o nim, dowiedzieć.
Twierdzenia o " Osobliwości" w której mieściłyby się: wszystkie rodzaje materii; wszystkie rodzaje energii; czas; przestrzeń; oddziaływania i prawa - ja między bajki wkladam.
Przeczytałem gdzieś, że cały nasz Wszechświat był kiedyś mniejszy niż główka szpilki - ucieszyłem się, że nie było to jej ostrze, ponieważ z innej "nauki" wiadomo, że jest to tradycyjna siedziba diabłów i gdzie one by się wtedy podziały?
Obserwując "rozwój" nowoczesnej Kosmologii - z dużą dozą prawdopodobieństwa - mogę przewidzieć, że już niebawem dowiemy się, iż cały nasz Wszechświat "wyskoczył" z niezwykle głębokiej "czarnej dziury" a ciężkie pierwiastki ( na wytworzenie których nie ma warunków nawet w największych gwiazdach) powstały w wyniku działania "kamienia filozoficznego", który istnieje lecz cały składa się z "ciemnej materii".
Oficjalnie i głośno oświadczam, że nie daję wiary w to, że:
cała materia naszego Wszechświata była, kiedykolwiek, zgromadzona w jednym punkcie (osobliwości), razem z: czasem, przestrzenią, energią, oddziaływaniami i wszystkimi prawami,
istnieje i występuje w naszym Wszechświecie t. zw. ciemna materia lub ciemna energia,
występują w Nim czarne dziury.
Sądzę, że wszystkie te pojęcia i cała, wokół nich, otoczka są wyrazem bezsilności w logicznym wytłumaczeniu dlaczego materia naszego Wszechświata stygnie a On sam się rozszerza. To właśnie wynika z Jego obserwacji i chęć odpowiedzi na te pytania stanowiła podstawę dalszych rozważań. Niestety do dziś Kosmologia nie uporała się z odpowiedzią na te pytania. W zamian funduje nam coraz to bardziej abstrakcyjne teorie bazując na tym, że nie można sprawdzić ich prawdziwości.
Tutaj właśnie widzę analogię do znanej bajki o nagim królu.
W bajce tej wpływowy dworzanin, nie mogąc zaspokoić wygórowanych wymogów monarchy, wymyślił strój którego nie mogli zobaczyć ludzie niegodni. Dworzanie, jeden przed drugim, starali się udowodnić swoją godność i podziwiali różne szczegóły stroju - którego wcale nie było!
Ja w bajki nie wierzę i dlatego nie uwierzę też w to, że przed 15 miliardami lat nie było w ogóle: przestrzeni, czasu i materii.
Uważam, że nie tylko istniały ale miały się dobrze i w dodatku zachowywały się zgodnie ze wszystkimi, znanymi nam dzisiaj prawami fizyki.
Wierzę natomiast, że nasz Wszechświat mógł wówczas nie istnieć.
Gdzie zatem były: materia i przestrzeń naszego Wszechświata?
Otórz sądzę, że potrafię na to pytanie udzielić rzeczowej odpowiedzi. Potrafię też udzielić na wiele innych pytań - z którymi nie radzi sobie dzisiejsza Kosmologia np. dlaczego w naszym Kosmosie obserwujemy ruch obrotowy i wirowy materii?; dlaczego, w materii naszego Wszechświata, występują pierwiastki i związki chemiczne, do których wytworzenia nie ma warunków nawet w największych gwiazdach?; jaki mógł być rzeczywisty początek naszego Wszechświata i jaki będzie Jego dalszy los?
Obejdę się przy tym bez: „osobliwości", wielkich i małych wybuchów, „ciemnej materii", „ciemnej energii", „czarnych dziur" oraz dotychczas nie wymyślonych : „ ciemnej antymaterii", „antyenergii",„ciemnej antyenergii", a także innych tym podobnych (osobliwości).
Dlaczego miałoby się to udać mnie, podczas kiedy nie udało się to tak wielu potężnym umysłom twórców nowoczesnej Kosmologii?
Być może dlatego, że nie jestem obciążony znajomością szczegółów i zawiłości jej rozważań. Każde, z tych rozważań, wydaje się logicznie uzasadnione i często poparte stosownymi obliczeniami. Nieszczęście polega na tym, że ich celem jest udowodnienie sensu błędnych założeń.
Dlatego łatwiej mi jest odrzucić wszystkie dotychczasowe teorie wraz ze wszystkimi szczegółami i zawiłościami.
Sądzę, że błąd wszystkich w/w teorii tkwi w ich podstawowych założeniach, w szczególności:
Że nasz Wszechświat jest całością samą w sobie.
Że materia naszego Wszechświata musiała powstać w nim samym.
Oczywistym jest, że jeżeli te założenia są błędne to i całe rozważania, w tym wnioski końcowe, muszą być błędne.
Myślę, że tak właśnie jest z podstawowymi założeniami rozważań na temat pochodzenia i funcjonowania naszego Wszechświata!
Błędne założenie, że Ziemia jest centrum Wszechświata, zaskutkowało szeregiem abstrakcyjnych teorii o Jego budowie i funkcionowaniu. Dopiero odrzucenie, tego założenia, umożliwiło postęp w poszerzaniu o Nim wiedzy.
Skoro Ziemia okazała się niezbyt istotnym elementem Układu Słonecznego, a On sam niezbyt istotnym elementem naszej Galaktyki, ta jest niezbyt istotnym elementem naszego Wszechświata, to dlaczego nasz Wszechświat nie mógłby być niezbyt istotnym elementem, o wiele większego tworu?
Wychodząc z takiego założenia, postanowiłem " odbrązowić" nasz Wszechświat i właśnie założyć, że jest On tylko niewielką cząstką czegoś większego. Dla ułatwienia rozważań to Coś nazwałem Wszechświatem Rzeczywistym.
Oczywistym jest, że skoro życie jest integralnie związane z materią to i całe środowisko, w którym ono powstało, nie może być pozbawione materii - zatem i Wszechświat Rzeczywisty jest materialny. Pewnym wyjątkowym tworem, w materialnej przestrzeni Wszechświata Rzeczywistego, może być nasz Wszechświat. Wyjątkowość Jego nie polega jednak na tym, że posiada materię ale na jej niedoborze i przestrzeni próżniowej. Dlatego, w rozważaniach nad naszym Wszechświatem, podstawe pytanie powinno brzmieć:
Skąd się wzięła próżnia kosmiczna; dlaczego materia w jej przestrzeni, jest tak nierównomiernie rozmieszczona i dlaczego wykonuje ruchy, jakie wykonuje.
Oczywiście ja też tego nie wiem, ale poniżej przedstawiam hipotezę bardziej prawdopodobną od dotychczasowych i zgodną ze znanymi prawami fizyki.
Ponieważ materia naszego Wszechświata stygnie można przypuszczać, z dużym prawdopodobieństwem, że otacza Go również stygnąca materia.
A oto jak mogło dojść do powstania naszego Wszchświata.
Przyczyną Jego powstania mogło być nierównomierne stygnięcie materii i różna kurczliwość poszczególnych jej fragmentów. To zaskutkowało wystąpieniem naprężeń wewnętrznych i rozwarstwieniem materii. W miarę dalszego stygnięcia, rozwarstwienie powiększało się i z czasem przekształciło się w pęcherz, powiększający swoją objętość odwrotnie proporcjonalnie do temperatury materii macierzystej. Tak dzieje się do dziś. W tym pęcherzu, co jest oczywiste, pozostaje zawsze pewna ilość materii, lecz zawsze występuje tam podciśnienie. W miarę dalszego stygnięcia, równomiernie do wzrostu jego objętości, pęcherz zasilany jest nowymi porcjami materii ale w ilości powodującej ciągły spadek ciśnienia. Sądzę, że takim właśnie pęcherzem może być nasz Wszechświat. Oczywistym jest, że proces zasilania Pęcherza naszego Wszechświata musiał przebiegać i przebiegał w sposób dynamiczny. Materia była odrywana od Jego ścian lub „wstrzeliwana" - w wyniku przebiegu różnych dynamicznych procesów zachodzących w materii macierzystej np. termojądrowych. Przypuszczam, że m.in. galaktyki i mgławice mogą być jednorazowymi porcjami materii dostarczanej do przestrzeni Pęcherza. Takie porcje materii musiały być wprawiane w ruch postępowy oraz obrotowy. Moim zdaniem, taka jest główna przyczyna obserwowanego w Kosmosie ruchu materii. Ruch ten był i jest modyfikowany przez: oddziaływanie próżni kosmicznej, grawitację, wzajemne zderzenia oraz znane siły międzycząsteczkowe i wewnątrzatomowe. Myślę, że taka właśnie jest przyczyna, nie zawsze przewidywalnych i nie zawsze wytłumaczalnych ( a obserwowanych) ruchów galaktyk i innych struktur i ciał niebieskich.
Ponieważ sam nasz Wszechświat zachowuje się jak pęcherz próżniowy wewnątrz materii a matria, w nim zawarta, zachowuje się tak jakby znajdowała się w pęcherzu próżniowym wewnątrz stygnącej materii - to ja osobiście nie widzę przeciwwskazań aby nasz Wszechświat uznać za Pęcherz Próżniowy wewnątrz stygnącej materii Wszechświata Rzeczywistego.
Hipoteza Pęcherza Próżniowego
Jestem przekonany, że Wszechświat, w którym żyjemy, nie jest Nieskończenie Wielką Próżnią z niewielką ilością materii (która nie wiadomo skąd się wzieła) lecz jest Pęcherzem Próżniowym otoczonym przez stygnącą Materię. Głównym argumentem za takim twierdzeniem są wyniki obserwacji zachowań materii, zawartej w naszym Wszechświecie. A ona zachowuje się tak jakby znajdowała się we wnętrzu pęcherza próżniowego otoczonego przez materię macierzystą!
Scenariusz utworzenia się i funkcjonowania Pęcherza Próżniowego.
Przyczyną powstania w/w Pęcherza było nierównomierne stygnięcie materii i różna kurczliwość poszczególnych jej fragmentów. To zaskutkowało wystąpieniem naprężeń wewnętrznych i rozwarstwieniem materii. W miarę dalszego stygnięcia rozwarstwienie powiększało się i z czasem przekształciło się w pęcherz powiększający swoją objętość odwrotnie proporcjonalnie do temperatury materii macierzystej - tak dzieje się do dziś. W pęcherzu, co jest oczywiste, pozostaje zawsze pewna ilość materii, lecz występuje tam podciśnienie. W miarę dalszego stygnięcia, równomiernie do wzrostu jego objętości, pęcherz zasilany jest nowymi porcjami materii ale w ilości powodującej ciągły spadek ciśnienia. Sądzę, że takim właśnie pęcherzem jest nasz Wszechświat. Oczywistym jest, że proces zasilania Pęcherza naszego Wszechświata musiał przebiegać i przebiegał w sposób dynamiczny. Materia była odrywana od Jego ścian lub „wstrzeliwana" - w wyniku przebiegu różnych dynamicznych procesów zachodzących w materii macierzystej np. termojądrowych. Przypuszczam, że m.in. galaktyki mogą być jednorazowymi porcjami materii dostarczanej do przestrzeni Pęcherza. Takie porcje materii musiały być wprawiane w ruch postępowy oraz obrotowy. Moim zdaniem, taka jest główna przyczyna obserwowanego w Kosmosie ruchu materii. Ruch ten był i jest modyfikowany przez: oddziaływanie Próżni Kosmicznej, Grawitację, wzajemne zderzenia oraz znane siły międzycząsteczkowe i wewnątrzatomowe. Myślę, że taka właśnie jest przyczyna, nie zawsze przewidywalnych i nie zawsze wytłumaczalnych ( a obserwowanych) ruchów galaktyk i innych struktur i ciał niebieskich.
Uzasadnienie
Nasz Wszechświat ze wszystkimi, obserwowanymi dziś ciałami i strukturami niebieskimi oraz ich ruchami, nie mógł powstać w oparciu o założenia aktualnie akceptowanych hipotez.
Dotychczasowe wyniki obserwacji Wszechświata i zachowanie się w nim materii nie koliduje z hipotezą Pęcherza Próżniowego a raczej ją potwierdzają. Zgodnie, z tą hipotezą, materia Wszechświata :
wiadomo skąd się wzięła,
może się tak zachowywać - jak się zachowuje,
może posiadać wszystkie pierwiastki i związki chemiczne - jakie ma i w każdej proporcji,
może posiadać wszystkie ciała i struktury niebieskie - jakie posiada,
w/w mogą wykonywać ruchy - jakie wykonują,
nie musi wymagać od Grawitacji nadzwyczajnej siły,
nie musi podpierać się Ciemną Materią,
nie musi anihilować z Antmaterią,
nie musi skupiać się w małym Jądrze, a potem wybuchać.
Hipoteza ta nie wchodzi też w kolizję z prawami nauk ścisłych, czego nie można powiedzieć o hipotezach dotychczasowych.
Analiza aktualnych hipotez
Podstawą do „narodzenia" się hipotezy Wielkiego Wybuchu była teoria, ogłoszona przez amerykańskiego astronoma E.P. Hubble, o rozszerzaniu się Wszechświata. Z kolei podstawą do takiego wniosku stanowiła analiza widm galaktyk. Z analiz tych wynikało, że galaktyki oddalają się od siebie i to z dość dużymi prędkościami - bliskimi prędkości rozchodzenia się światła.
Reguła ta nie potwierdziła się jednak podczas analizy widma Wielkiej Galaktyki Andromedy która, z szybkością około 190 km/s, zbliża się do naszej Galaktyki. Fakt ten został zinterpretowany w ten sposób, że oprócz ogólnego rozszerzania się Kosmosu, galaktyki należące do Grupy Lokalnej wykonują jeszcze ruch wynikający z lokalnego pola grawitacyjnego, dlatego niektóre z nich się zbiżają do siebie a inne oddalają. Czy to prawda? A jeśli Wielka Galaktyka Andromedy przybliża się do Mlecznej Drogi rzeczywiście? Czy jest niedopuszczalne aby jedne galaktyki oddalały się od siebie, a inne się zbliżały?
Ponieważ naukowcy zastanawiali się nad przyczynami takiego stanu, w 1927r. belgijski astronom G.E. Lemaitre wystąpił z hipotezą, że w przeszłości cała materia Wszechświata skoncentrowana była w postaci jądra pierwotnego. W pewnej chwili jądro eksplodowało, a materia rozrzucona została w różne kierunki przestrzeni. Z niej to, po wielu milionach lat, powstały najpierw galaktyki a potem gwiazdy i planety.
Wielu innych uczonych przyjęło tę hipotezę i doprecyzowywali szczegóły, wreszcie powstał taki oto scenariusz początku naszego Wszechświata.
Cytuję z książki p.t. „Wszechświat - labirynt wiedzy" autorstwa Colin'a Ronan'a, wydanej przez Świat Książki w 1996r.
„ Pierwsze 10-43 sekundy od Wielkiego Wybuchu to czas tak krótki, że ma swoją nazwę - era Planka. Wszechświat był wtedy tak gorący - miał aż 1032 K - że cztery główne znane nam dzisiaj oddziaływania tworzyły jedną całość. Kiedy temperatura opadła do 1028 K zaczęła powstawać materia wrzącego „bulionu" kwarków i leptonów (elektronów i neutrin), a grawitacja oddzieliła się od pozostałych trzech oddziaływań. Pomiędzy 10-35 a 10-32 sekundy Wszechświat szybko się powiększał - tzw. okres inflacji - a ponieważ jego temperatura spadała, z trzech oddziaływań wydzieliły się oddziaływania silne i tak zwane oddziaływania elektrosłabe.
W tym czasie materia i antymateria (lustrzane odbicie materii) anihilowały; istniała jednak niewielka nadwyżka materii i ten niewielki ułamek to wszystko co przetrwało do dzisiaj.Po upływie 10-6 sekundy temperatura opadła do 1013 K i rozpoczęła się rekombinacja kwarków, a także oddzieliły się od siebie oddziaływania słabe i elektromagnetyczne. Po jednej sekundzie temperatura wynosiła już 1010 K a kwarki zaczęły się łączyć w trójki dając początek hadronom (protonom i neutronom). Po trzech minutach temperatura spadła do 109 K, pozwalając łączyć się protonom i neutronom w jądra atomów wodoru i helu. Po 10 000 lat świat miał już 105 K i zaczęły formować się atomy."
I dalej:
„ Przez pierwsze sto tysięcy lat meteria i promieniowanie wymieszane były ze sobą, tworząc gęstą „mgłę". Jakieś 300 000 lat po Wybuchu , kiedy temperatura spadła do 3 000 K, do jąder wodoru i helu zaczęły przyłączać się elekrony i powstały pierwsze stabilne atomy, a mgła zaczęła znikać. Wkrótce Wszechświat wypełniły wirujące chmury pierwotnego gazu, które stopniowo zebrały się w długie, cienkie włókna, przedzielone obszarami ciemnej pustki. Następnie włókna te skondensowały się i po 4 miliardach lat w przestrzeni istniały już galaktyki i gwiazdy."
Ponieważ, z obliczeń matematycznych wynikało, że w Kosmosie jest zbyt małe zagęszczenie materii dla grawitacyjnego wywołania zmian pozwalających na utworzenie się obserwowanych struktur i ciał niebieskich i że do tego brakuje aż 99% niezbędnej materii, pojawiła się więc hipoteza , że 99% wszystkiej materii Wszechświata stanowi t.zw. Ciemna Materia - której nie jesteśmy w stanie ani zobaczyć ani wykryć a tym bardziej zbadać.
Nie ustalono też czy ta Ciemna Materia miała swojego odpowiednika w postaci Ciemnej Antymaterii i czy też one anihilowały?
Jakież to wszystko skomplikowane!
Czy taki scenariusz w ogóle mógł wystąpić?
Mam poważne wątpliwości - niżej je prezentuję.
Niezwykle gorąca materia Jądra Pierwotnego - tak twierdzą zwolennicy Pierwotnego Jądra - niezależnie w jakiej byłaby postaci, musiałaby nieprzerwanie emitować w Przestrzeń Wszechświata energię ( w tym materię) w ilości proporcionalnej do jej masy i temperatury i żadna realna siła przed tym nie mogłaby jej powstrzymać. W każdym razie nie utrudniałaby jej tego nieskończenie wielka próżnia, otaczająca tę materię! Materię taką emitują dziś wszystkie znane nam gwiazdy, w tym również gwiazdy neutronowe (takie miałoby być owe Jądro). Nasze - niezbyt zasobne w materię - Słońce traci, w ten sposób, ponad 4 miliony ton materii na sekundę. Czy w ogóle możliwym byłoby zgromadzenie, w tych warunkach, całej materii Wszechświata w jednym, w dodatku gorącym, Jądrze?
Czym naprawdę miałaby być ta Nieskończenie Wielka Pustka otaczająca owe Jądro? Pustka ta to nic innego jak Próżnia Absolutna. Jaka potężna siła byłaby w stanie przeciwstawić się oddziaływaniu tej Próżni i skierować całą materię Wszechświata w jedno miejsce i skąd taka siła miałaby pochodzić? Czy siłą taką mogłaby być słaba siła
powszechnego ciążenia, w skrócie zwana Grawitacją?
Ja w to nie wierzę!
Następnym pytaniem które trzeba sobie postawić jest pytanie: Czy po Wielkim Wybuchu możliwe byłoby kiedykolwiek utworzenie się wszystkich, obserwowanych Ciał Niebieskich, wszystkich ich struktur i wprawienie ich w obserwowany ruch obrotowy i wirowy?
Uważam, że nie i to z niżej wyszczególnionych powodów:
Brak przekonujących odpowiedzi na poniższe pytania:
Jakaż to realna siła byłaby w stanie przeciwstawić się, zgodnie działającym, siłom Wielkiego Wybuchu i Nieskończenie Wielkiej Próżni Absolutnej, a następnie spowodować łączenie się ( prawie nic nie ważących ) kwarków i leptonów w coraz to wyższe struktury materii - czyżby słaba Grawitacja, ściśle związana z ich masą?
Jak wyglądałby bilans energetyczny takich przemian? Czy przemiany te nie powinny pochłonąć prawie całej energii wytworzonej podczas samego Wybuchu? Czy resztka energii, pozostała po takich przemianach, pozwoliłaby na wprawienie w ruch materii galaktyk, że do dziś oddalają się od siebie z ogromnymi szybkościami ( co najmniej 40 000 km/sekundę)?
Jaki był bilans energetyczny równoczesnego wytworzenia się, w czasie Wybuchu, materii i antymaterii oraz wzajemnej ich anihilacji? Dlaczego do anihilacji musiało dojść dopiero po Wybuchu a nie w samym Jądrze lub w trakcie procesu Jego tworzenia się? Czy nauka dysponuje jakimiś konkretnymi dowodami, że antymateria w ogóle - w takim pierwotnym jądrze - występowała i że po Wybuchu anihilowała z materią? Czy ten proces pochłaniał energię, czy też ją wyzwalał? Może były dwa Wybuchy? Czy nie są to czyste spekulacje i t.zw. „radosna twórczość"?
Jak fizycy zapatrują się na wspólną wędrówkę 4-ech oddziaływań oraz ich rozwodów?
2. Z obliczeń matematycznych wynika, że w Przestrzeni Kosmicznej gęstość materii jest 100-krotnie mniejsza niż wymagana dla wystąpienia przemian i utworzenia się z niej, obserwowanych dzisiaj, struktur Wszechświata. Powstała wówczas hipoteza, że w jego Przestrzeni musi występować wielka ilości t.zw. „Ciemnej Materii", która skutecznie wzmacnia Grawitację, pozwalając jej na dokonanie niezbędnych przemian. Materia ta jest jednak niewykrywalna. Ta ostatnia hipoteza jest, delikatnie mówiąc, wielce nieprzekonywująca. Ponieważ hipoteza o Ciemnej Materii spowodowana była stwierdzeniem zbyt małej gęstości materii i potrzebna była dla wzmocnienia Grawitacji należy sądzić, że ta Ciemna Materia musi być stosunkowo równomiernie rozłożona w całym Kosmosie, a więc występuje też w Układzie Słonecznym! Gdzie ona jest? Jest Jej przecież 100-krotnie więcej niż tej Jasnej! Dziwne posiada właściwości - wzmacnia Grawitację i pomaga budować Ciała Niebieskie, sama jednak nie ulega kondensacji - w dodatku tak pięknie się ukrywa - taka sobie materia „z czapką niewidką"! Czy trudno się dziwić, że śmiem wątpić w Jej istnienie? Ale, jeżeli Ona nie istnieje to i Grawitacja nie mogła zbudować Wszechświata po Wielkim Wybuchu! Czy to rozumowanie jest błędne? A może błędna jest hipoteza Wielkiego Wybuchu i hipotezy Jej towarzyszące? Dla mnie, cała hipoteza o Ciemnej Materii jest mocnym argumentem do odrzucenia hipotezy Wybuchu - jako początku Naszego Wszechświata oraz hipotezy, że za obecny Jego kształt odpowiedzialną jest Grawitacja!
3. Brak przekonujących dowodów na tworzenie się poszczególnych ciał niebieskich poprzez kondensację materii. Wręcz odwrotnie, wyniki obserwacji Wszechświata wykazują, że wszystkie aktualnie istniejące i obserwowane gwiazdy albo emitują gigantyczne ilości materii poprzez promieniowanie lub wręcz wybuchają i znacznie zmniejszają swoje wymiary, a także rozpadają się całkowicie -tak właśnie czynią te najpotężniejsze, po kórych jakoby tworzą się Czarne Dziury (pochłaniające każdą ilość materii nawet światło. A może w ogóle żadnych takich dziur nie ma, a w miejscu wybuchu po prostu nie pozostaje żadna materia i nic nie może odbijać promieni świetlnych? Stąd ich głęboka czerń. Niezrozumiała jest też hipoteza „rodzenia się" t.zw. „ młodych gwiazd". Z obliczeń wynika, że do przeobrażenia się w gwiazdę mógłby być zdolny tylko ciemny obłok kulisty t.zw. globula (tak je nazwał astromom amerykański pochodzenia holenderskiego Bard Jan Bok). Obłoki te mają średnice około jednego roku świetlnego i gęstość od tysiąca do stu tysięcy razy większą od normalnych mgławic.Obłok taki musiałby mieć masę co najmniej tysiąc razy większą od masy naszego Słońca. Uczeni zgodnie stwierdzają, że obłok o mniejszej masie będzie miał zbyt słabą grawitację aby nie tylko ulec dalszemu zagęszczeniu ale i utrzymać aktualną postać i po pewnym czasie rozproszy się w przestszeni. Czy zatem mogło dojść kiedykolwiek do wytworzenia się takiego obłoku z materii wolnych kwarków gnanych, siłą Wielkiego Wybuchu, w Nieskończenie Wielką Próżnię Absolutną? Ponieważ we Wszechświecie nie występują gwiazdy o masie tysiąca razy większej niż masa Słońca - a jakoś gwiazdy musiały się „narodzić" - pojawiła się hipoteza o tworzeniu się gwiazd w t.zw. asocjacjach. Zgodnie z tą hipotezą, poszczególne gwiazdy powstawałyby w zespołach - zwanych asocjacjami - w wyniku szeregu następujących po sobie cyklów zagęszczenia i fragmentacji. Końcowym wynikiem tego procesu miałoby być utworzenie się nietrwałego ugrupowania nowych gwiazd (asocjacji). Następnie te gwiazdy miałyby zacząć się od siebie oddalać. Nie wyjaśnia się jednak, jaka siła wywołuje zarówno fragmentację zagęszczanej materii, jak i odpycha od siebie nowo utworzone gwiazdy. Czyżby Grawitacja działała okresowo, raz materię przyciągając a raz odpychając? Że występują, w Kosmosie, skupiska gwiazd dość szybko oddalających się od siebie - jest niezaprzeczalnym faktem. Ale może to potwierdzać tylko przypuszczenie, że na materię Wszechświata działa nie tylko Grawitacja, ale i inna siła lub siły i należy je ustalić.
4. Nasz Wszechświat jest zbyt zróżnicowany. Gdyby faktycznym jego początkiem był Wielki Wybuch i wszystkie elementarne cząstki materii miałyby podobne warunki początkowe, musiałby On być bardziej jednorodny. Nie wykluczam pewnych różnic, ale generalnie Jego materia nie byłaby tak zróżnicowana jak to się obserwuje w Kosmosie!
5. Jakie siły wprawiły wszytstkie Ciała Niebieskie i wszystkie ich struktury w ruch obrotowy i wirowy - tak powszechie obserwowany. Nie mogły tego dokonać: ani siła odrzutu, powstała podczas Wybuchu, ani oddziaływanie Wielkiej Próżni, dążące do równomiernego rozmieszczenia materii w całej przestrzeni. Czyż mogła tego dokonać słaba Grawitacja? Czy siła ta mogła skutecznie przeciwstawić się obu w/w potężnym siłom zgodnie współpracującym? Ja w to nie wierzę! Zatem musi istnieć inne wytłumaczenie przyczyn zaistnienia i kontynuacji powszechnie obserwowanych ruchów Ciał Niebieskich i wszystkich ich struktur.
6. Występowanie we Wszechświecie ciężkich pierwiastków, do których wytworzenia nie ma warunków nawet wewnątrz największych gwiazd. Wniosek wydaje się oczywisty - nie mogły one powstać w naszym Wszechświecie. Skąd się zatem wzięły?
7. Obserwacje ruchu galaktyk powinny umożliwić wyznaczenia miejsca Wielkiego Wybuchu, lub chciażby przybliżonego kierunku, w którym należy szukać tego miejsca - a tak nie jest.
8. Gdyby prawdziwą była hipoteza Wybuchu, Wszechświat dzisiaj musiałby przypominać wielki balon z materialną powłoką otaczająca wielką przestrzeń próżniową - a obserwacje tego nie potwierdzają.
Czy zjawisk oddalania się od siebie galaktyk nie można zinterpretować inaczej, bardziej prosto? Czy konieczny jest do tego Wielki Wybuch? Czy konieczne było wczęśniejsze zgromadzenie się całej materii, antymaterii i materii ciemnej w jednym, niezwykle małym i niezwykle gęstym jądrze? Czy ruch materii w próżni absolutnej jest czymś tak niezwykłym? Przecież sama próżnia, dążąc do wyrównania ciśnienia, w całej swojej przestrzeni jest w stanie wprawić całą materię w ruch i nie potrzeba do tego wielkiego ani małego wybuchu!
A czy wszystkie pierwiastki i związki chemiczne ( nam znane) musiały koniecznie powstać w, znanym nam Wszechświecie? Czy innej alternatywy nie ma?
Czy żadna z dotychczas ogłoszonych hipotez, dotyczących powstania Wszechświata, nie jest prawdopodobna?
Sądzę, że bardzo prawdopodobna jest teoria ogłoszona przez amerykańskiego astronoma Gerarda P. Kuipera zakładająca, że nasz system planetarny powstał z tego samego obłoku międzygwiezdnego i - nie wnikając w szczegóły - jego fragmentacji. Zatem, wg tej teorii, nasze Słońce zamiast skondensować i utworzyć jedną, nieco większą, gwiazdę - inaczej niż większość gwiazd - odrzuciło część materii i utworzyło układ planetarny. Dlaczego jedne gwiazdy, tak jak każe im wszechmocna Grawitacja, kondensują materię a inne nie. Gdyby jedyną siłą twórczą Kosmosu była Grawitacja wszystkie ciała niebieskie postępowałyby tak samo! A może jest inaczej?
Z teorii tej można wyciągnąć także praktyczny wniosek, że wielce prawdopodobnym jest odnalezienie oznak, dawnego,życia na Marsie, gdyż właśnie on - w swej wędrówce od Słońca - musiał kiedyś znajdować się w odległości, od Niego, takiej w jakiej dzisiaj znajduje się nasza planeta. Jeśli nawet wówczas Słońce miało inne oddziaływanie, niż dzisiaj, to Mars miał szansę znaleźć się w takiej strefie w której mogło rozwinąć się, na nim, życie. Wenus takiej szansy jeszcze nie miała.
Zakładam, że Wszechświat , który nas otacza, jest tylko niewielkim elementem znacznie większego Wszechświata Rzeczywistego.
Uważam, że Wszechświat Rzeczywisty jest po prostu materialny i właśnie materia, a nie pustka, stanowi podstawę Jego konstrukcji! Wszechświat w którym stworzyły się warunki do powstania życia jest szczególnym wyjątkiem i jest pewnego rodzaju Pęcherzem Próżniowym wewnątrz tejże materii.
Jak już wspominałem, pęcherze próżniowe powstają w stygnącej, nierównomiernie, materii i nie jest to zjawisko niezwykłe. Pęcherze takie są zmorą metalurgów i stanowią jedną z głównych wad materiałowych w procesach odlewniczych.
Uważam, że Wszechświat nasz może być właśnie takim, wielkim Pęcherzem!
Czyżbyśmy zamieszkiwali wadę materiałową - a czemu nie?
Dla ułatwienia rozważań przyjąłem, że mógł się On utworzyć się wewnątrz n.p. olbrzymiej stygnącej Nadgwiazdy wówczas kiedy Jej płaszcz stwardniał na tyle, że skutecznie przeciwstawił się zmniejszaniu wymiarów zewnętrznych. W wyniku dalszego stynięcia Nadgwiazdy i kurczenia się materii, wewnątrz utworzył się Pęcherz Próżniowy (bo musiał się utworzyć). W Pęcherzu tym pozostawała jednak pewna ilość materii - to też nie jest niczym szczególnym, gdyż w pęcherzach takich nie tworzy się próżnia absolutna, ale występuje podciśnienie, które wzrasta w miarę dalszego stygnięcia materii i powiększania się się pęcherza. Materia ta mogła i znajdowała się w różnych stanach skupienia, głównie w postaci gazu - co też obserwujemy w naszym Wszechświecie.
W miarę dalszego przebiegu procesu stygnięcia, przestrzeń Pęcherza powiększała się a ciśnienie ulegało obniżaniu. Proces ten trwa w dalszym ciągu i będzie kontunuowany do pełnego ostygnięcia Nadgwiazdy i osiągnięcia stanu równowagi sił dążących do powiększnia się Pęcherza i sił przeciwstawiających się temu oraz do czasu pełnego wyrównania ciśnienia w całej Jego przestrzeni.
Przez cały okres powiększania się, przestrzeń Pęcherza zasilana jest nowymi porcjami materii, lecz w ilości powodującej ciągły spadak ciśnienia. Po okresie miliardów lat, od początkowego rozwarstwienia się materii, nasz Wszechświat przybrał postać taką, jaką dzisiaj możemy obserwować. Proces zasilania Pęcherza w materię przebiega, z reguły, bardzo dynamicznie - materia jest odrywana od Jego ścian lub „wstrzeliwana", w wyniku oddziaływania próżni i procesów zachodzących wewnątrz Nadgwiazdy n.p. termojądrowych.
Zrozumiałym jest, że w wyniku tego procesu, materia otrzymuje początkowe ruchy, zarówno postępowe jak i obrotowe. Ruchy te, wzmagane i hamowane przez: oddziaływanie próżni, grawitację, odrzut materii oraz wzajemne zderzanie się, obserwujemy powszechnie w naszym Wszechświecie.
Czy taki obraz naszego Wszechświata jest pozbawiony logiki?
Czy wyobrażenie sobie znacznie większej ilości materii, niż jest w naszym Kosmosie jest trudniejsze lub mniej realne od wyobrażenia sobie Nieskończenie Wielkiej Próżni Absolutnej w której znajduje się resztka materii widocznej i ciemnej, pozostałych po Wielkim Wybuchu i jej anihilacji z wirtualną antymaterią?
Oczywistym skutkiem panującego w Pęcherzu podciśnienia i dążenia do wyrównania ciśnienia, w całej Jego przestrzeni, jest proces rozrzedzania i fragmentacji znajdującej się w nim materii. Tak się właśnie działo w naszym Układzie Słonecznym. Dlaczego nie może tak być w całym, znajomym nam, Wszechświecie? Dowodów na to nie ma, że tak nie jest! Za to jest wiele dowodów przemawiających za odrzuceniem hipotez, dotychczas lansowanych. Logiczny wniosek może być tylko jeden - Wszechświat nasz nie powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu małego Jądra, mieszczącego: całą materię obecnego Wszechświata, wielką ilość materii i antymaterii (które anihilowały), materię ciemną ( której jest 100-krotnie więcej niż tej którą widzimy). Wszechświat nasz powstał w wyniku stygnięcia materii Wszechświata Rzeczywistego - i jest Pęcherzem Próżniowym, w tym Wszechświecie!
Hipoteza, ta nie wymaga nadzwyczajnie wielkiej siły od Grawitacji, nie potrzebuje w przestrzeni kosmicznej potężnych ilości Ciemnej Materii. Nie wymaga też od gwiazd aby rodziły się grupowo w t. zw. Asocjacjach. We Wszechświecie występują gwiazdy podwójne, potrójne i większe ich skupiska, ale ten fakt nie oznacza, że musiały powstać w Asocjacjach z jednej Globuli, mogły, równie dobrze, powstać w wyniku oddziaływania próżni - poprzez fragmentację większego skupiska materii. Nie przeczę, że pewną rolę w nadaniu im ostatecznego kształtu miała zapewne też Grawitacja - ale nie była ona jedyną siłą sprawczą, że gwiazdy i inne ciała niebieskie w ogóle się pojawiły w naszym Wszechświecie!
Jestem przekonany, że gwiazdy powstają nie w wyniku pracowitego gromadzenia gazów i pyłu międzygwiezdnego, ale w wyniku rozpadu materii. Niektóre z gwiazd odrzucając większe fragmenty materii tworzą wokół siebie układy planetarne - tak m.in. uczyniło kiedyś nasze Słońce, a wszystkie wyrzucają w przestrzeń kosmiczną potężne ilości tej materii. Czy to już nie przemawia za sukcesywną fragmentacją materii a nie jej kondensacją - jak to wynikałoby z obowiązujących aktualnie hipotez?
A jak zachowują się komety? Czy one w przestrzeni kosmicznej gromadzą materię i powiększają swoją masę, czy ją tracą?
Hipoteza Pęcherza Próżniowego pozwala też wyjaśnić obecność, m. in. na naszej skromnej planecie, występowania pierwiastków cięższych od żelaza, których nie są w stanie wytworzyć nawet najwieksze gwiazdy naszego Wszechświata. Po prostu pierwiastki te w naszym Wszechświecie nie powstały a przywędrowały do niego z zewnątrz!
Wiesław Rutkowski
Poczta - Wieslawrutkowski37@wp.pl
Czy na pewno dobrze poznaliśmy już naszą Ziemię?
Czy Ziemia napewno jest tylko 3-wymiarowa? A jeśli nie?
Jeśli nasza matka Ziemia posiada tylko 3 wymiary liniowe i już Ją tak dokładnie spenetrowaliśmy, że nie wydaje się żeby miała ukryte jakieś tajemnice, to dlaczego nie jesteśmy w stanie sensownie wyjaśnić takich zjawisk jak:
Zdarzenia w t.zw Trójkącie Bermudzkim i inne zdarzenia związane z pojawianiem i znikaniem ludzi i zwierząt.
Pojawianie się i znikanie lądów ( Atlantyda, Wyspy Aurory).
Pojawianie i znikanie: ludzi, zwierząt.
Pojawianie się t.zw. Niezidentyfikowanych Obiektów Latających.
Powstawanie dziwnych rysunków w zbożach.
Zdarzenie z 30 sierpnia 1908r. w syberyjskiej tajdze, określane jako Meteoryt Tunguski.
Wszystkie te zdarzenia określa się z reguły jako niewyjaśnione, chociaż wielu starało się je wyjaśniać - w mniej lub bardziej racjonalny sposób. Można jednak uznać generalnie, że próby te nie przyniosły satysfakcionującego rezultatu.
Dlaczego tak jest?
Jaka jest tego przyczyna?
Czy faktycznie zdarzenie te już na zawsze muszą pozostać niezrozumialnymi?
Sądzę, że wcale tak nie musi być!
Mnie się udało wszystkie te zdarzenia racjonalnie wytłumaczyć, ale pod jednym warunkiem. Warunkiem tym jest uznanie, że Wszechświat, w tym nasza Ziemia, posiada większą ilość niż 3 znane wymiary liniowe. Musimy uznać, że przestrzeń Wszechświata nie kończy się na objętości! Że istnieje coś takiego jak nadobjętość - która jest czterowymiarowa, a każdy z jej wymiarów jest prostopadły do pozostałych!
Dla nas, istot trójwymirowych, jest to trudne do wyobrażenia, ale to wcale nie oznacza, że taki kierunek nie istnieje.
Gdyby przyjąć, że istnieją myślący dwuwymiarowcy ( mieszkańcy płaszczyzny) to oni - posiadając tylko dwa wymiary - też podważaliby istnienie naszego Świata, a przesłanki o jego istnieniu określaliby jako niewyjaśnialne. A przecież my dobrze wiemy, że Wszechświat 3-wymiarowy istnieje!
Czy my, trójwymiarowcy, negując istnienie 4-go liniowego wymiaru, nie popełniamy takiego właśnie błędu? A może warto taką budowę Wszechświata dopuścić, chociażby, teoretycznie?
Ja właśnie tak uczyniłem!
Celem ustalenia, przynajmniej niektórych, cech Wszechświata 4-ro wymiarowego przyjąłem, że Jego budowę można potraktować jako ciąg matematyczny którego wyrazy zależą od zmienej liczby wymiarów liniowych.
Co mi z tego wyszło przedstawiam poniżej.
Dla ułatwienia, w dalszej części rozważań będę używał następujących skrótów:
Świat 0 - oznacza Wszechświat zerowymiarowy;
Świat 1 - oznacza Wszechświat jedowymiarowy,
Świat 2 - oznacza Wszechświat dwuwymiarowy,
Świat 3 - oznacza Wszechświat trójwymiarowy,
Świat 4 - oznacza Wszechświat czterowymiarowy,
Świat n - oznacza Wszechświat n-wymiarowy.
Odpowiednio:
Ziemia 0 - oznacza Ziemia zerowymiarową,
Ziemia 1 - oznacza Ziemia jednowymiarową,
Ziemia 2 - oznacza Ziemia dwuwymiarową,
Ziemia 3 - oznacza Ziemia trójwymiarową,
Ziemia 4 - oznacza Ziemia czterowymiarową,
Ziemia n - oznacza Ziemia n-wymiarową.
Przeprowadźmy teraz analizę niektórych cech poszczególnych Wszechświatów oraz Ziem i ustalmy różnice między kolejnymi Wszechświatami.
Świat 0 - jest po prostu punktem i we wszystkich kierunkach jego wymiary liniowe są równe zeru.
Świat 1 - jest linią prostą i tylko w jednym kierunku może posiadać wymiary liniowe różne od zera. Składa się z nieskończeniu wielu punktów, czyli Światów 0.
Świat 2 - jest płaszczyzną i tylko w dwóch kierunkach może posiadać wymiary liniowe różne od zera. Składa się on jednak z nieskończenie wielu linii prostych i punktów, czyli Światów 1 i Światów 0. Nieskończenie wiele linii prostych ( czyt. Światów 1) tego Świata jest względem siebie równoległych, ale nieskończenie wiele tych linii równocześnie krzyżuje się w każdym punkcie, pod każdym możliwym kątem. Ponadto, każdy punkt ( czyt. Świat 0) jest elementem nieskończenie wielu linii prostych ( czyt.Światów 1).
Świat 3 - jest obiętością i w trzech kierunkach może posiadać wymiary liniowe różne od zera. Składa się on z nieskończenie wielu płaszczyzn czyli Światów 2, ale również z nieskończenie wielu linii prostych ( Światów 1) i nieskończenie wielu punktów (Światów 0). Nieskończenie wiele płaszczyzn (Światów 2) jest względem siebie równoległa, ale też nieskończenie wiele płaszczyzn (Światów 2) krzyżuje się pod każdym możliwym kątem, wzdłuż każdej linii prostej ( Świata 1), z tym, że każda prosta tego Świata jest wspólna dla nieskończenie wielu płaszczyzn (Światów 2).
Jest to dość skomplikowane, ale taka jest prawda!
Jeśli przyjmiemy, że Światy 0, 1, 2, 3, mają charakter wyrazów pewnego ciągu, z analizy różnic pomiędzy nimi, można określić cechy Świata 4, a nawet Świata n.
Spróbujmy zatem określić te cechy.
Świat 4 - jest przestrzenią czterowymiarową, pozwalającą na wyznaczenie wymiarów liniowych, różnych od zera, w czterech kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu objętości ( Światów 3), ale równocześnie nieskończenie wielu płaszczyzn (Światów 2), nieskończenie wielu linii prostych (Światów 1) oraz nieskończenie wielu punktów (Światów 0). Nieskończenie wiele Światów 3 jest wzgłędem siebie równoległych, ale też nieskończenie wiele tych Światów 3 krzyżuje się ze sobą, pod każdym możliwym kątem. Wspólnymi dla różnych Światów 3 są w tym przypadku płaszczyzny ( Światy 2). Po prostu, każda płaszczyzna należy jednocześnie do nieskończenie wielu Światów 3.
Można nawet sformułować ogólne prawo określające cechy wszystkich Światów w funkcji ilości wymiarów liniowych. Oto to prawo:
Świat n - jest przestrzenią n-wymiarową, pozwalającą na wyznaczenie wymiarów liniowych, różnych od zera, w n- kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu Światów(n-1) równoległych a także krzyżujących sią pod każdym możliwym kątem oraz równocześnie z nieskończenie wielu wszystkich Światów niższego stopnia z tym, że każdy ze Światów (n - 2) będzie jednocześnie należał do nieskończenie wielu Światów(n-1).
Podobnie można przeanzlizować budowę naszej planety.
Ziemia 0 - jest punktem i we wszystkich kierunkach jej wymiary liniowe są równe zeru.
Ziemia 1 - jest odcinkiem i posiada wymiary liniowe tylko w jednym kierunku. Składa się z nieskończeniu wielu punktów (Ziem 0).
Ziemia 2 - jest owalnym wycinkiem płaszczyzny i posiada wymiary liniowe w dwóch prostopadłych do siebie kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu odcinków ( Ziem1), względem siebie równoległych jak i krzyżujących się pod każdym możliwym kątem. Każdy jej punkt (Ziemia 0) należy jednoczesnie do nieskończenie wielu odcinków (Ziem 1).
Ziemia 3 - jest obiektem trójwymiarowym i posiada wymiary liniowe w trzech prostopadłych do siebie kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu owalnych wycinków płaszczyzn (Ziem 2), względem siebie równoległych jak i krzyżujących się pod każdym możliwym kątem. Każdy z jej odcinków (Ziemia 1) należy jednocześnie do nieskończenie wielu owalnych wycinków płaszczyzn (Ziem 2).
Ziemia 4 - jest obiektem czterowymiarowym i posiada wymiary liniowe w czterech prostopadłych do siebie kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu Ziem 3, względem siebie równoległych jak i krzyżujących się pod każdym możliwym kątem. Każda z jej płaszczyzn (Ziem 2) należy jednoczesnie do nieskończenie wielu Ziem 3.
Można też sformułować ogólne prawo.
Ziemia n - jest obiektem n-wymiarowym i posiada wymiary liniowe w „ n" prostopadłych do siebie kierunkach. Składa się z nieskończenie wielu Ziem (n-1), względem siebie równoległych jak i krzyżujących się pod każdym możliwym kątem oraz równocześnie z nieskończenie wielu wszystkich Ziem niższego stopnia. Każda z jej Ziem (n-2) należy jednocześnie do nieskończenie wielu Ziem(n-1).
Każdy przedmiot trójwymiarowy, w tym naszą Ziemię można porównać do zamkniętej książki z niezwykle cienkimi kartkami. Lecz książkę tą można otworzyć w każdym miejscu, w każdym kierunku i pod każdym kątem, a każda z jej stron będzie różniła się nieco od pozostałych, ale wszystkie będą z sobą korespondowały. Stron, w tej książce, będzie nieskończenie dużo.
Zgadzam się, że jest to bardzo skomplikowane, ale właśnie nasz trójwymiarowy Wszechświat i nasza trójwymiarowa Ziemia tak właśnie jest skonstruowana!
Przystąpmy, teraz, do wytłumaczenia zjawisk i zdarzeń których dotychczas, racjonalnie, nie dało się wytłumaczyć.
Zdarzenia w Trójkącie Bermudzkim i inne zdarzenia związane z pojawianiem się bądź znikaniem ludzi i zwierzat.
Trójkąt Bermudzki jest rejonem Oceanu Atlantyckiego, a wierzchołkami jego są: Bermudy, Koniec Florydy i wyspa Puerto Rico.
Rejon ten zasłynął z tego, że właśnie tam zanotowano szereg dziwnych i niewyjaśnionych katastrof statków oraz samolotów polegających na tym, że w/w po prostu znikały. Wszelka komunikacja z nimi nagle się urywała, znikały też z ekranów radarów - na bieżąco śledzących ich ruch. W rejonach domniemanych katastrof nie znajdowano żadnych śladów. W przypadku innych
katastrof, po morzu pływają różne przedmioty i plamy paliwa. Liczne poszukiwania w tym rejonie nie wykazały takich śladów. Podobno, od 1945r. odnotowano tam ponad 100 takich niezrozumiałycn zniknięć.
Szczególnego rozgłosu nabrało zaginięcie - w tym rejonie - szwadronu 5-ciu amerykańskich bombowców. Zdarzenie to, miało miejsce w dniu 5 grudnia 1945r. Zaginął też samolot zwiadowczy, wysłany dla poszukania tego szwadronu. Media podawały też dziwny komunikat który jakoby miał nadać, tuż przed zniknięciem - dowódca szwadronu porucznik Taylor. Podobno, komunikat ten brzmiał: „Chyba zbaczamy z kursu ... wszystko nie tak ... jest dziwnie ... nawet ocean wygląda inaczej ... chyba jesteśmy ...". - to były ostatnie słowa. Oficjalnie zdementowano, że porucznik Taylor nadał taki komunikat. Do końca nie wiadomo, czy kominikat był wymyślony, czy zaprzeczenie było kłamliwe?
Na temat Trójkąta Bermudzkiego pojawiło się wiele publikacji, wiele też powstało hipotez - bardziej lub mniej racjonalnych.
Zastanówmy się, czy racjonalnie można wytłumaczyć w/w zdarzenia, przy pełnym poszanowaniu znanych nam praw fizyki i innych nauk ścisłych?
Okazuje się że można ale przy założeniu 4-ro wymiarowości Ziemi.
W w/w rejonie mogło dochodzić do zboczenia z kursu, zagubionych jednostek, ale w 4-tym kierunku. W takim przypadku statek lub samolot znalazłby się na innej Ziemi 3. Załogi ich, ciężko przestraszone mogłyby jednak w dalszym ciągu żyć i funkcjonować, gdyż warunki do życia, na tej nowej Ziemi, nie musiałyby się wiele różnić od naszych, a nawet mogłyby być prawie identyczne. Różnica mogłaby być taka jak dwóch przekrojów Ziemi krzyżujących się, pod bardzo małym kątem.
Powrót ich jednak byłby, praktycznie, nie możliwy! Chociaż teoretycznie - tak!
Błądzenie, w przestrzeni 4-ro wymiarowej, nie jest wcale trudne. O wiele trudniejsze jest zamierzone podróżowanie w tej przestrzeni i nie gubienie się.
Wyobraźmy sobie, że istnieją istoty dwuwymiarowe zdolne do przemieszczanie się po płaszczyźnie.
Wyobrażmy też sobie, że te istoty, żyją na naszej trójwymiarowej Ziemi i zamieszkują jedną z Jej płaszczyzn. Mogą się poruszać po, zewnętrznej linii owalu, stanowiącego jeden z nieskończenie wielu przekrojów Ziemi. Pamiętajmy jednak, że każdy punkt tej linii należy, jednoczesnie, do nieskończenie wielu innych owali, krzyżujących się w tym miejscu pod wszystkimi możliwymi kątami, w trzecim kierunku. W tych warunkach, każde przypadkowe skręcenie ( w 3-cim kierunku) grozi zabłądzeniem i znalezieniem się, naszego dwuwymiarowca na innej nieznanej mu Ziemii 2, na której warunki do funkcjonowania mogą być niemal identyczne jak na poprzedniej.
Z taką samą sytuacją mamy do czynienia kiedy my trójwymiarowcy poruszamy się w przestrzeni czterowymiarowej.
Jak to się dzieje, że nie błądzimy nagminnie?
Ależ błądzimy, dowodem na to są zdarzenia w Trójkącie Bermudzkin, ale też i inne, mniej spektakularne i nigdzie nie opisane. A ileż na Świecie odnotowuje się tajemniczych zniknięć ludzi, bez t.zw. śladu - czy część z nich to nie mogą być zabłądzenia w przestrzeni 4-ro wymiarowej? To samo może spotykać również i innych mieszkańców naszego globu i pewnie spotyka! Od czasu do czasu prasa odnotowuje przypadki spotykania dziwnych zwierząt, a o ilu takich przypadkach w ogóle nie wiemy?
Przypadki takie zdarzają się jednak niezmiernie rzadko. Dlaczego są to rzadkie przypadki, można się tylko domyślać.
Sądzę, że albo wszelkie istoty żywe mają wbudowany mechanizm zapobiegający takim błądzeniom ( nie wykluczone, że rolę tą pełni błędnik), albo sama przyroda stworzyła nieznane nam bariery, zapobiegające nieporządanym wędrówkom.
Możliwym jest, że w rejonie Trójkąta Bermudzkigo takie bariery są niewystarczająco mocne lub w określonych warunkach ulegają uszkodzeniu. Wtedy właśnie samolot lub statek niezamierzenie skręca w czwartym kierunku i przedostaje się do całkiem innego Świata, a ściślej do innej Ziemi3. Tak mogło się zdarzyć każdemu z dziwnie zaginionych obiektów.
Za taką interpretacją przemawiają niezaprzeczalne fakty takie jak:
zaginięcie obiektu,
zniknięcie go z ekranów radarów,
nie sygnalizowanie zagrożenia,
nie wzywanie pomocy,
brak jakichkolwiek materialnych śladów katastrofy.
Można zapytać:
Dlaczego piloci po zboczeniu z kursu, nie skorygowali jego i nie powrócili do naszej rzeczywistości?
Czy możliwym jest, że pilot jednego z samolotów nadał ten słynny komunikat i czy możliwym było odebranie tego komunikatu przez ziemskie stacje nasłuchowe?
Po zboczeniu z kursu w czwartym kierunku, znajdziemy się na innej Ziemi, a nawet w innym Wszechświecie, może bardzo podobnym do naszego, ale nie tym samym. Tam też występują bariery zabezpieczające przed zmianą Światów 3. Zaginione samoloty oraz statki przystosowane są do poruszania się w przestrzeni trójwymiarowej i normalnie nie potrafią przemieszczać się w 4-tym kierunku, a więc znajdą się w prawdziwej pułapce.
Nie - te zagubione samoloty i statki nie mogły już powrócić i po prostu dalej kontynuowały lot lub płynęły, ale już w nieznanym im Świecie. Może w końcu gdzieś bezpiecznie udało im się wylądować, może nawet ich pasażerowie przystosowali się do nowych warunków, lecz pewnie długo i desperacko, poszukiwali możliwości powrotu. Może ich potomkowie żyją gdzieś do dziś?
Nawet poruszanie się w przestrzeni czterowymiarowej odpowiednimi pojazdami, przez nas trójwymiarowców, jest bardzo skomplikowane. I nie chodzi tu o to, że trzeba pokonywać wspomnine bariery zabezpieczające poszczególne Światy 3 - to, prawdopodobnie, nie stanowi żadnego problemu technicznego - ale najtrudniejszy jest problem nawigacji. Najtrudniej jest trafić tam gdzie się chce. Wyobraźmy sobie, że mamy zadanie zagłębić szpilkę w grubą, zamkniętą, książkę z bardzo cienkimi stronami ale tak aby jej koniec dotknął n.p. strony 228-mej, lecz nie uszkodził kartki. Nawet gdyby owa szpilka nie natrafiała na żaden opór, to i tak zadanie jest bardzo trudne, chociaż możliwe do wykonania. Z podobnym problemem musi sobie poradzić nawigator pojazdu poruszającego się w 4-tym kierunku z tym, że kartek w omawianej „książce" jest nieskończenie wiele, a jednocześnie są nieskończenie cienkie. Nawigator musi też sprowadzić pojazd do miejsca startu. Te właśnie problemy każda Cywilizacja musiałaby pokonać aby bezpiecznie i rozumnie poruszać się w przestrzeni 4-ro wymiarowej!
Zastanówmy się nad odpowiedzią na drugie pytanie.
Odpowiedź na pierwszą część pytania jest krótka, tak pilot mógł się zorientować, że coś jest nie tak i mógł nadać depeszę o takiej własnie treści. Brzmi ona bardzo realistycznie. Sądzę, że zaprzeczenie otrzymaniu takiej depeszy jest fałszywe - po prostu decydenci nie wiedzieli co z nią zrobić i postanowili zaprzeczyć.
Odpowiedź na drugą częścią tego pytania jest nieco bardziej skomplikowana. Fale elektromagnetyczne rozchodzą się we wszystkich kierunkach a więc, a więc i w czwartym (zakładając, że taki kierunek istnieje), ale odbiorniki stosowane przez naszą Cywilizację nie są przystosowane do odbioru sygnałów z czwartego kierunku. Jak zatem było możliwe, żeby meldunek pilota - znajdującego się już w innym Świecie 3 - mógł być odebrany przez stację odbiorczą? Fakt taki mógłby zaistnieć tylko wtedy, gdyby końcówka anteny samolotu znajdowała się jeszcze w Waszym Świecie, a pilot byłby już w innym.
A to jest całkiem realne!
Możliwe to byłoby tylko wówczas jeżeli nasz Świat 3 krzyżowałby się z tym drugim Światem 3 ( do którego zbłądził samolot ) pod bardzo małym kątem, bliskim zeru, wówczas zmiana Światów przez cały obiekt może przebiegać wcale nie tak krótko i całkiem realny jest taki scenariusz, że przód samolotu wraz z pilotem będzie już w innym Świecie, a końcówka jego anteny jaszcze w naszym. Stan taki mógł trwać wystarczająco długo, aby część komunikatu została wysłana, jeszcze w przestrzeń naszego Świata oraz odebrana przez naszą stację nasłuchową.
Dlaczgo w ogóle zdarzają się przypadki takich zabłądzeń?
Pewnie dlatego, że mechanizmy zabezpieczające, podobnie jak wszystkie inne, też od czasu do czasu zawodzą. To samo może dotyczyć hipotetycznych barier, które w ściśle określonych warunkach przestają być skuteczne. A może Przyroda celowo tak to wszystko urządziła, tego też nie wiemy!
Może właśnie sporadyczne, wadliwe działanie wspomnianego mechnizmu ma na celu miesznie rodzajów i gatunków, które wyewulowały na poszczególnych Ziemiach? Przecież nauka nie ma dostatecznych dowodów na to, że bezwzględnie wszystkie żyjące na naszej planecie rośliny i zwierzęta wyewulowały właśnie u nas. Wszakże jest wiele zwierząt, które nie bardzo wiadomo skąd się wzięły. A także pojawienie się na niej „homo sapiens" nie jest wcale takie jednoznaczne!
Jeśli zdarzały się przypadki zabłądzenia naszych pobratymców, w przestrzeni 4-ro wymiarowej, to dlaczego dotąd nie odnotowano zdarzenia, kiedy błądzącymi byliby przedstawiciele innej Cywilizacji?
Okazuje się, że nie jest to takie pewne!
Z przypadkiem takiego zabłądzenia może być powiązana niezwykła wiedza astronomiczna Dogonów!
Cytuję niżej, co o tym plemieniu napisał Karl Shuker.
„ Dogonowie to ubogie plemię rolnicze, zamieszkujące w jaskiniach na południu Mali w Afryce Zachodniej. Trudno uwierzyć w to, że jego członkowie posiadają niezwykłą wiedzę astronomiczną. A jednak badania, które w latach 1946 - 1950 prowadzili antropologowie francuscy Marcel Griaule i Germaine Dieterlen ( wyniki opublikowane w 1950r.), wykazały, że kapłani Dogonów wiedzieli o istnieniu maleńkiej ukrytej gwiazdy zwanej Po. Twierdzili, że zbudowana jest z niezwykle ciężkiej substancji i krąży po elipsie wokół jasnej psiej gwiazdy - Syriusza, w cyklu pięćdziesięcioletnim.
Gwiazda zwana Syriuszem B istnieje naprawdę. Po raz pierwszy astronomowie zaobserwowali ją w 1862 r. Zbudowana jest z bardzo gęstej materii: obliczono, że jeden metr sześcienny tej substancji waży około 20.000 ton. Ponadto tor gwiazdy zgadza się z opisem Dogonów. Najbardziej niezwykły jest fakt, że Syriusz B jest całkowicie niewidoczny dla ludzkiego oka. Po raz pierwszy udało się go sfotografować dopiero w 1970 r.
Skąd Dogonowie wiedzą o istnieniu tej gwiazdy? Wyjaśnienie jest jeszcze bardziej tajemnicze niż wiedza astronomiczna. Jej żródłem ( wiedzą także o pierścieniach Saturna i czterech głównych księżycach Jowisza) są, podobni do płazów mieszkańcy Wszechświata zwani Nommo, którzy dawno temu przybyli na Ziemię z okolic Syriusza."
Czy Nommo nie mogli pochodzić z innej ziemskiej Cywilizacji? Czy musieli przybyć z okolic Syriusza? Jeśli tak, to dlaczego Dogonowie nie wspominają nic o ich pojeździe i zdarzeniach towarzyszących, takiemu przylotowi?
A czy zachowanie Nommo było nietypowe dla istot które znalazły się w innej, dość prymitywnej, społeczności?
Nawiązali kontakt z najmądrzejszymi z nich, czyli z kapłanami. Starali się wykazać wiedzą o której sądzili, że nie będzie obca również ich partnerom.
Czy podobnie nie zachowywaliby się ludzie?
Innym przykładem, mogącym mieć coś wspólnego z zabłądzeniami w 4-ro wymiarowej przestrzeni, może mieć Cywilizacja Długouchych z Wyspy Wielkanocnej. Spójrzmy na ich zachowania nieco inaczej niż to czyniono dotychczas.
Wyspę tę odkrył w 1772 r. Jacob Roggeveen holenderski admirał, a ponieważ miało to miejsce w Wielkanoc, nazwał ją Wyspą Wielkanocną.
Wzbudziła ona duże zainteresowanie w świecie nauki, głownie ze względu na wielką ilość potężnych posągów, znajdujących się na tym małym skrawku lądu. Posągów tych jest około tysiąca, a każdy waży od 25 do 40 ton. Większość posągów przedstawia popiersie tego samego mężczyzny. Charakterystycznymi szczegółami tej postaci jest prosty nos, wydatna szczęka i długie małżowiny uszne.
Jak wynika z licznych badań, posągi rzeźbiono w całości, w litej skale wygasłego wulkanu Rano Raraku - znajdującego się na tej wyspie. Nastęnie zsuwano je po stoku i ustawiano na przygotowanych wcześniej platformach, po wykańczającym obrobieniu. Posągi usawione są twarzami do lądu. Głowę posągu przyozdabiano kapeluszem z czerwonej skały innego wulkanu.
Przedsięwzięcie to wymagało ogromnego nakładu pracy i zapewne pociągnęło za sobą utratę życia wielu ludzi. Ponadto, skutkowało wycięciem wszystkich drzew na wyspie. Ich pnie niezbędne były przy organizacji transportu kolosalnych rzeźb.
Można i trzeba zadać sobie pytanie: po co i dlaczego mieszkańcy omawianej wyspy zdecydowali się na podjęcie takiego przedsięwzięcia? Sensownej odpowiedzi nikt dotychczas nie potrafił udzielić.
Naukowcy sądzą, że Wyspa Wielkanocna zasiedlona została około 400 roku. Pierwsi osadnicy też wytwarzali posążki ale małe, podobne do posążków jakie wytwarzali mieszkańcy Ameryki przedkolumbijskiej.
Wielkie posągi pojawiły się na tej wyspie dopiero około roku 1100. W tym też okresie rozpoczęto przerabiać tarasy, wykute przez pierwotnych mieszkańców, na platformy pod posągi. Wtedy też zaczęto masowo wycinać drzewa.
W wyniku dogłębnych badań naukowych ustalono, że na wyspie żyły obok siebie dwie społeczności, które różniły się wyglądem oraz pozycją społeczną. Jedni to t.zw. Długousi - rządzący na wyspie - charakteryzowali się m. in. długimi małżowinami usznymi. O innych szczegółach ich wyglądu nic nie wiadomo. Na podstawie wyglądu posągów można domniemywać, że mogli mieć proste nosy i wydatne szczęki. Druga grupa to t.zw. Krótkousi, którymi mogli być pierwotni mieszkańcy wyspy. Byli oni zdominowani przez Długouchych. To właśnie Krótkousi byli fizycznymi wykonawcami potężnych posągów.
Prawdopodobnie około roku 1680 Krótkousi zbuntowali się i zabili wszystkich Długouchych, za wyjątkiem jednego - lecz jego dalszy los nie jest znany. Zwycięzcy nadmiar gniewu wyładowali na znienawidzonych posągach, część z nich przewrócili i poważnie pouszkadzali.
Można stąd wysnuć wniosek, że bezpośredni wykonawcy posągów nie wierzyli w ich moc, a wykonywali je pod przymusem. Długousi dla odmiany musieli wierzyć w ich magiczną siłę i z determinacją dążyli do tworzenia coraz większych posągów, nie bacząc na niszczenie naturalnego środowiska oraz na rosnące niezadowolenie Krótkouchych.
Z w/w faktów można wnioskować, że Długousi nie zdobyli władzy w wyniku t.zw. „wyrośnięcia" z pierwotnej populacji mieszkańców wyspy lecz w wyniku ich podboju.
Można więc wnioskować, że na wyspie znaleźli się przypadkowo i nie wiązali z nią własnej przyszłości. Czuli się na niej uwięzieni.Wielce prawdopodobnym jest, że łudzili się nadzieją na opuszczenie tej wyspy - dzięki budowanym posągom.
Jak i skąd mogli przywędrować Długousi skoro ich budowa anatomiczna odbiegała od budowy mieszkańców pobliskich wysp i lądów?
A jeśli Długousi dotarli na Wyspę Wielkanocną w wyniku pobłądzenia w przestrzeni 4-ro wymiarowej?
Gdyby tak było, ich zachowania można byłoby uznać za racjonalne. Po prostu nie wiązali swojej przyszłości z tą Wyspą i z pełną determinacją dążyli do powrotu do, znanej im, Ziemi. Mogli wierzyć, że los jaki ich spotkał jest wynikiem obrażenia ich bóstwa i dlatego stawiali Mu pomniki, chcąc Go przebłagać i uprosić aby zezwolił im powrócić - tam, skąd przybyli. Ponieważ bóstwo nie reagowało, pomniki stawały się coraz większe. Nie wiążąc swojego losu z Wyspą, nie dbali o konsekwencje swojego postępowania - niszczyli naturalne środowisko i spowodowali bunt, rdzennych, jej mieszkańców.
Tak właśnie mogliby się zachowywać Nasi przedstawiciele, zagubieni w Trójkącie Bermudzkim - jeśli bezpiecznie udało im się wylądować na nieznanej Ziemi.
Błądzenie w przestrzeni 4-ro wymiarowej zdarzać się może nie tylko ludziom. Błądzić mogą również zwierzęta i pewnie nieraz błądzą. Takie przypadki najczęściej są niezauważalne. Od czasu do czasu środki masowego przekazu informują o pojawieniu się dziwnego zwierzaka, ale takie informacje przyjmowane są z t.zw. „ przymrużeniem oka". A może coś w tym jest?
Pojawianie się i znikanie lądów
Tragiczne losy Atlatydy opisał słynny filozof starożytnej Grecji Platon, w swoich słynnych dialogach Timajos i Kritias. Kontynent ten miał leżeć na zachód od Słupów Herkulesa, a jego mieszkańcami mieli być ludzie o wysokiej cywilizacji.
Platon żyjący około 427 - 347 roku przed naszą erą pisze, że ów kontynent zniknął z powierzchni Ziemi w ciągu jednej doby. Miało się to zdarzyć ponad dziewięć tysięcy lat temu.
Wiedzę swoją Platon czerpał z dzieła Solona - innego ateńkiego uczonego. Ten z kolei dowiedział się o tym zdarzeniu z ksiąg egipskich kapłanów. Tych żródłowych ksiąg nie udało się jednak odnależć.
Na przestrzeni wieków, zorganizowanych było wiele różnych ekspedycji, stawiających sobie za cel odnalezienie zaginionego kontynentu. Wszystkie one zakończyły się niepowodzeniem. Nawet gdyby przyjąć, że legendarna Atlantyda nie była kontynentem lecz dużą wyspą, którą kiedyś pochłonął ocean, to i tak któraś z licznych ekip poszukiwawczych powinna natknąć się na jakieś wiarygodne ślady jej istnienia. Czy zatem tragedia Atlantydy to czysta bajka? Dlaczego jednak tak poważni ludzie jak Solon czy Platon w zdarzenie to uwierzyli? Czy w ogóle było możliwe bezpowrotne zatopienie kontynentu lub dużej wyspy w tak krótkim czasie? Nawet największa fala tsunami może jedynie totalnie zniszczyć jakąś wyspę, ale w końcu ustępuje i ją odkrywa.
Czy takie zdarzenie mogło mieć miejsce?
Atlantyda, chociaż najsłynniejsza, nie była jedyną znikającą wyspą na Ziemii. Doniesienia o podobnych zdarzeniach sygnalizowane były niejednokrotnie.
Karl Shuker, w swojej książce p.t. „ Zjawiska nie wyjaśnione"- wydanej przez Wydawnictwo Diogenes, W-wa 1998r. - podaje i inne przykłady takich doniesień, poniżej pozwalam sobie je zacytować.
„Przez wiele stuleci żeglarzy nękała tajemnica Wysp Aurory. Trzy skrawki lądu leżały
podobno w połowie drogi pomiędzy Falklandami i Georgią Południową. Po raz pierwszy zauważyła je załoga statku wielorybniczego Aurora w 1762 r. Nikt nie dotarł do ich brzegów. Pod koniec XVIII wieku widywali je także żeglarze innych statków. W 1794r. J. de Bustamente, kapitan hiszpańskiej Atrevida, dokładnie oznaczył ich położenie na mapie, naszkicował ich zarysy i nadał im nazwy: Wyspa Nowa ( najdalej wysunięta na północ ) Wyspa Niska (środkowa) i Wyspa Południowa. Zanotował, że były zimne, mroczne i częściowo pokryte śniegiem."
Wyspy te na pewien czas zniknęły. Podobno pokazały się znów w 2-giej połowie XIX wieku. Ostatnim człowiekiem, który miał je widzieć w 1892 r, był kapitan statku Gladys, niejaki B.H. Hatfield.
Inną tajemniczą wyspą - o której pisze w/w autor - jest wyspa Isla Grande, leżąca również w rejonie Falklandów, na północ od opisywanych wysp Aurory.
Pierwszy raz miał ją widzieć w 1675 r. odkrywca Georgii Południowej, Antonio de la Roche. Wyspy tej nie udało się równiez odnaleźć.
W/w autor podaje też przykład zniknięcia całego archipelagu wysp. Archipelag ten nosił nazwę Davisland. Nazwę tą nadali kartografowie grupie wysp, leżących na zachód od Chile w odległości około 800 kilometrów. Archipelag ten odkrył podobno w 1687 roku kapitan statku o nazwie Davis. Ten archipelag też zniknął.
Uważam, że przypadek Atlantydy oraz zniknięcie wysp Aurory i arcipelagu Davisland mogło mieć miejsce.
Zastanówmy się, czy w Świecie 2-wymiarowym mogą występować zmiany mogące znacznie zmienić ich wygląd? Tak, zmiany takie powodują n.p. .ruchy tektoniczne Ziemi? Co się dzieje z Jej przekrojami ( Ziemiami 2)? Niektóre z nich bardzo zmieniają swoje wyglądy - coś się na nich pojawia a coś innego znika. Dla „dwuwymiarowca" byłyby to zmiany niewytłumaczalne, gdyby założył, że Ziemia ma tylko dwa wymiary!
Czy my nie popełniamy tego samego błędu?
A jeśli Ziemia Rzeczywista ma więcej wymiarów n.p. 4-ry?
Wówczas takie zjawiska jak pojawianie się wysp lub pewnych fragmentów kontynentów lub ich znikanie nie byłoby takie, dla nas, zaskakujące i niezrozumiałe.
Ktoś może powiedzieć, że nie odnotowano dotychczas przypadku pojawienia się fragmentów kontynentu lub, że poza Atlantydą, Wyspami Aurory i Archipelagiem Davisland, nie znane jest zniknięcie lub pojawienie się innego lądu.
Nie jestem taki pewien! Dotychczas nie wyjaśnione jest w pełni pochodzenie n.p. Płaskowyżu Nazca, wielkiej ilości granitowych kul znalezionych w delcie rzeki Diqwis w kostaryce ( w okolicy nie występuje materiał z którego wykonano kule).
Pojawianie się i znikanie t.zw Niezidentyfikowanych Obiektów Latających
Szereg spotkań z Niezidentyfikowanymi Obiektami Latającymi, w skrócie zwanymi UFO, opisuje Karl P. N. Shuker w, przytaczanej już, książce p.t. „Zjawiska nie wyjaśnione"- wydanej przez Wydawnictwo Diogenes, W-wa 1998r.
W tej książce autor przytacza również różne teorie próbujące wytłumaczyć Zjawiska związane z tymi Obiektami.
Autor przypomina, że termin „latający spodek" wymyślił reporter, zajmujący się spotkaniem Kenneta Arnolda z dziewięcioma latającymi obiektami. Miało to miejsce w dniu 24 czerwca 1947r., podczas pilotowania samolotu, przez wspomnianego wyżej Arnolda. Pilot określił te obiekty jako organizmy żywe „ podobne do meduz".
Shuker przytacza ciekawą teorię którą opublikowała w Stanach Zjednoczonych hrabina Zoe Wassiko-Serecki. Teorta ta poparta została przez zoologa Ivana Serdenson'a, amerykańskiego badacza tajemniczych zwierząt.
W owej teorii hrabina twierdzi - cytuję: „ w górnych warstwach atmosfery ziemskiej żyją wielkie istoty o wrzecionowatych kształtach, o lśniących ciałach złożonych z energii skondensowanej wokół jądra z materii stałej. Mogą przybierać dowolne kształty, od kulistych w spoczynku do wrzecionowatych w ruchu, przyswajają one energię, którą karmią swoje eteryczne ciała."
Autor podaje też teorię którą ogłosił oficer łączności amerykańskiej floty handlowej Trevor James Constable. Twierdzi on, że UFO „ to olbrzymie nie odkryte jeszcze, formy życia, w pełni przystosowane do życia w atmosferze ziemskiej". Constable nadał nawet tym organizmom nazwę „ Critters". Według niego Critters to jednokomórkowce o długości od kilku centymetrów do kilometra. Twory te miałyby być pokryte osłonami podobnymi do miki lub metalu. Organizmy te nie zawsze są widoczne, ponieważ emitują promienie podczerwone, których nie odbiera nasze oko. W pewnych warunkach świecą one odbitym światłem i stają się widoczne, a nawet można je wtedy sfotografować stosując odpowiednie filmy i błony fotograficzne."
Shuker podaje, że pewien angielski autor Andrew Collins napisał kiążkę p.t „ The Circlemakers" w której m.in. przypisuje tworzenie się t. zw. Kręgów Zbożowych z istnieniem Critterów.
Dalej, Shuker opisuje relacje pilotów z czasów II Wojny Światowej. Zarówno piloci amerykańscy, niemieccy, japońscy i brytyjscy donosili o pojawianiu się w pobliżu ich samolotów kul białego i czerwonego światła. Kule te poruszały się w pobliżu ich samolotów a nawet im towarzyszyły w sposób wskazujący na inteligencję a nawet ciekawość.
O pojawianiu się UFO często donosiła zarówno prasa codzienna jak i różne czasopisma. Napisano też o tym wiele książek. Relacje świadków, spotykających te obiekty, też znacznie się od siebie różniły. Obiekty te raz miały kształt spodka innym razem cygara, różniły się też wielkością, ale żaden ze świadków nie porównywał ich wielkości do naszych rakiet kosmicznych. Charakterystyczną jednak ich cechą było to, że pojawiały się niespodzianie i tak naprawdę niewiadomo skąd, podobnie też znikały. Nikt ze świadków nigdy nie twierdził, że rozwijały nadzwyczajne szybkości - w każdym razie nie były to szybkości kosmiczne. Pojawiały się pojedyńczo lub grupowo, ale żadne obserwatorium astronomiczne wcześniej nie sygnalizowało, że się zbliżają. Nie sygnalizowały też tego liczne stacje radarowe.
Uczestnicy spotkań z „kosmitami" też różnie opisywali ich wygląd i tak: podobni do robotów z antenkami na głowie, w kombinezonach podobnych do kombinezanów nurków lub kosmonautów, niewielkiego wzrostu z jajowatym tułowiem i cienkimi kończynami, podobni do ludzi lecz niskiego wzrostu i o zielonkawej cerze itp.
Niektórzy świadkowie takich spotkań twierdzili, że zostali porwani i byli poddani jakimś badaniom.
Zastanówmy się czy, przy założeniu 4-ro wymiarowości naszej planety, opisane zdarzenia mogły w ogóle zaistnieć i jak je można, realistycznie, wytłumaczyć.
Relacje Kenneta Arnolda i pilotów są, w zasadzie, zbieżne lecz relacje, tych ostatnich, zawierają więcej szczegółów.
Z relacji pilotów można ustalić następujące fakty:
zaobserwowali świetliste obiekty,
obiekty te miały kształty kuliste do wrzecionowatych,
obiekty te towarzyszyły ich samolotom,
obiekty te stwarzały wrażenie działania sensownego, w tym zaciekawienia,
zazwyczaj obiekty te pojawiały się grupowo,
szczególne nasilenie pojawiania się tych obiektów zaobserwowano podczas działań wojennych.
Wyjaśnienie tego Zjawiska może okazać się banalnie proste. Po prostu tymi „podglądaczmi" byli przedstawiciele naszej Cywilizacji. Całą obserwację przeprowadzali bezpiecznie z kierunku 4 - tego, a te inteligentne świetliste „obiekty" to był po prostu światła, skierowane i sterowane z tego kierunku. Ruchami tych świateł kierowali niewidoczni, dla nas, lecz całkiem realni obserwatorzy.
Można zastanawiać się dlaczego:
obiekty obserwowane miały różne kształty?
samoloty były przedmiotem obserwacji?
nasilenie pojawiania się tych obiektów miało miejsce podcas działań wojennych?
pojawiały się zazwyczaj grupowo?
Przeanalizujmy tą sytuację w relacjach pomiędzy Świtem 2 a Światem 3.
Wyobraźmy sobie, że na płaszczyźnie, którą symbolizuje kartka papieru, żyją istoty dwuwymiarowe i ze strony wymiaru trzeciego oświetlimy tę kartkę, małą laterką. Plama świetlna na papierze będzie miała kształt koła lub elipsy, zależnie od kąta padania tego światła. Jeśli z sensem będziemy poruszali snopem światła, „ dwuwymiarowi mieszkańcy" tej płaszczyzny będą mogli sądzić, że mają do czynienia z żywą inteligentną istotą mogącą zmieniać swoje kształty. Trudno też się dziwić, że przedmiotem obserwacji były samoloty i działania wojenne. Grupowe występowanie tych świateł też nie jest dziwne, gdyż ludzie też poszukują przelatujących samolotów, zazwyczaj, przy użyciu paru reflektorów.
Wszelkie teorie o „ Critters" uważam za czystą fantazję.
A wizyty UFO - przy założeniu, że Ziemia jest co najmniej 4-ro wymiarowa nie trudno wyobrazić sobie, że któraś, z nieskończenie wielkiej ilości, cywilizacji już to odkryła i nauczyła się, w przestrzeni czterowymiarowej, podróżować i nas podglądać a nawet odwiedzać. Jest to bardzo trudne, ale możliwe! Więc to robi!
Pojawianie się różnego rodzaju t.zw. Niezidentyfikowanych Obiektów Latających to już całkiem inny problem.
Po pierwsze, nigdzie nie jest powiedziane, że odwiedza nastylko jedna Cywilizacja!
Normalnym zjawiskiem jest, że pojazdy, naszzych Gości, mogą się zmieniać - u Nich też występuje postęp techniczny.
W wyglądzie „kosmitów" też można zauważyć logiczne przemiany ( bazując na doniesieniach prasowych z tak zwanych „ spotkań 3-go stopnia"). Początkowo „Kosmici" byli ubrani w kombinezony podobne do kombinezonów Kosmonautów lub przypominali roboty, póżniej były relacje, że przypominali ludzi o innym kolorze skóry.
W tych relacjach jest logiczna ciągłość. Gdybyśmy wcześniej odkryli istnienie przestrzeni 4-ro wymiarowej i pokonali bariery umożliwiające nam podróże w 4-tym kierunku, też na początku wysłalibyśmy roboty, lub ludzi ubranych w kombinezony. Gdy podróż się udała a na odwiedzonej Ziemi 3 warunki do życia i oddychnia okazałyby się dobre, następne ekipy nie musiałyby nosić, uciążliwych, kombinezonów.
Można zadać sobie pytanie - czy powinniśmy się obawiać, że UFO nas może zaatakować.
Sądzę, że taki atak nam nie grozi - przynajmniej w najbliższej przyszłości. Do takiego wniosku skłaniają mnie następujące argumenty:
wszystko wskazuje, że odwiedzają i obserwują nas naukowcy a nie wojskowi : przyglądają się nam, od czasu do czasu kogoś porwią a po przebadaniu odstawią na miejsce( możliwe , że nie wszystkich - jak to podczas badań naukowych bywa), zaatakowani uciekają - wojskowi tak nie postępują ( mają nad nami przewagę - potrafią się pojawiać i znikać),
starają się nawiązać z nami kontakt - kręgi zbożowe.
Takich działań nie można zaliczyć do zaczepnych lub wrogich!
Powstawanie dziwnych rysunków w dojrzewających zbożach
Prasa całego świata od wielu lat donosi z różnych krajów, o tworzeniu się w dojrzewających zbożach t.zw. Kręgów Zbożowych.
Również Karl Shuker - w swojej książce - podaje szereg przykładów tego typu Zdarzeń. Podaje też okoliczności im towarzyszące.
Cechą charakterystyczną jest,że Kręgi te utworzone są z jednolicie zgiętych źdźbeł zbóż w jednym kierunku oraz to, że źdźbła te nigdy nie były połamane lecz jakby przygniecione. Zgięte źdźbła tworzą z reguły kręgi o różnych promieniach. Wszystkie one charakteryzują się niezwykle dużą dokładnością. Zdarzało się, że Krąg otoczony był pierścieniem ze źdźbłami odwrotnie zgiętymi niż w kręgu. W niektórych miejscach, Kręgowi dużemu towarzyszyły mniejsze, oddalone od niego o taką samą odległość. Zgięte źdźbła zbóż tworzyły niejednokrotnie, swoiste rysunki - rodzaj piktogramu.
Omawiane Kręgi powstają podczas jednej nocy.
Pomimo wielu teorii, do chwili obecnej, wirygodnie, zagadka tworzenia się Kręgów Zbożowych nie została rozwiązana.
A oto jakie przyczyny tworzenia się owych Kręgów, można znależć w tych teoriach:
zachowania się niektórych zwierząt w czasie rui,
infekcje grzybiczne,
wadliwe nawożenie,
celowe działanie ludzkie.
W świetle niezbitych faktów i sygnałów z różnych stron Świata, żadna z tych teorii nie jest wiarygodna.
Jest też lansowana teoria, że owe Kręgi są piktogramami przesyłanymi przez inną Cywilizację z Kosmosu. Uzasadnia się ją tym, że i ludzie wysłali w przstrzeń kosmiczną sygnały radiowe oraz obrazy telewizyjne.
Ale skąd Kosmici mogliby wiedzieć: kiedy dojrzewa u nas zboże i gdzie w konkretnym roku zostało posiane? W dodatku musiliby to przewidzieć co najmniej 300 lat temu (optymistyczni naukowcy twierdzą, że najbliższe ciało niebieskie na którym mogłoby istnieć życie oddalone jest od Ziemi nie mniej niż 300 lat świetlnych).
Karl P.N. Shuker przytacza relacje naocznych świadków powstawania takiego kręgu.
„ W sierpniowy wieczór 1991 r. Gary i Vivienne Tomlison spacerowali miedzą w Hambledon w Surrey. Nagle zboże po prawei stronie zaczęło falować. Nad głowami Vivienne i Gary'ego pojawiła się mgiełka. Usłyszeli także dziwny wysoki i przenikliwy dźwięk, po czym bardzo silny pęd powietrza zaczął napierać na nich z góry i ze wszystkich stron. Z trudem utrzymywali się na nogach, natomiast włosy Gary'ego wyprostowały się pod wpływem elektryczności. Nagle trąba powietrzna rozdzieliła się na dwie części i zniknęła w postaci migotliwej mgiełki, pozostawiając dwoje zaszokowanych ludzi, wśród zgniecionych łodyg."
Jedną z teorii „ wyjaśniających" tworzenie się Kręgów Zbożowych podanych przez Karla Shuker'a przytaczam poniżej. Teorię tę opublikował doktor fizyki Terence Meaden.
„ Według Meadena, kiedy wzgórze stawia opór pędowi powietrza, tworzy się wir, który zderza się z nieruchomym powietrzem na osłoniętym zboczu, tworząc spiralną trąbę, wysysającą naelektryzowane powietrze. Kiedy trąba styka się z polem zboża, spiralny ruch powietrza sprawia, że łodygi układają się w znany krąg. Obecność ładunków tłumaczy także wysoki dźwięk, który
często poprzedza pojawienie się nowego kręgu."
Ta teoria nawet nie stara się wyjaśnić: tworzenia się pierścieni czy piktogramów.
Przez parę ostatnich lat, wszystkie polskie media donosiły o pojawianiu się piktogramamów w zbożach miejscowości Wylotowo. Piktogramamy te tworzyły się co roku na tym samym polu, w miesiącu lipcu. Pozwalało to, na zorganizowanie całodobowych obserwacji wspomnianego pola.
Pewnej nocy w lipcu 2004 roku, zgodnie z oczekiwaniem, piktogam pojawił się na obserwowanym polu. Osoby będące świadkami tego wydarzenia relacjonowały, że w pewnej chwili pojawiła się gęsta mgła - po jej opadnięciu piktogram już był. Nie towarzyszył temu wiatr ani żadne dźwięki.
Przy założeniu 4-ro wymiarowości, naszej planety, tworzenie wzorów w dojrzałym zbożu, z kierunku 4-tego, nie jest technologicznie trudne do wykonania. Ponadto, nie jest widoczne dla trójwymiarowych obserwatorów.
Wyobraźmy sobie, że malarz maluje na kartce papieru obraz. Dla dwuwymiarowców, zamieszkujących płaszczyznę tej kartki, zmiana ich „krajobrazu" byłaby niewytłumaczalna do czasu przyjęcia do wiadomości, że Wszechświat ma również 3-ci wymiar.
Obserwowana mgła - opisywana przez bezpośrednich obserwatorów - wynikać może z zastosowanej technologii. Tak może wyglądać cała „tajemnica" powstawania „ Kręgów Zbożowych".
Natomiast „Twórcy" tych Kręgów mogą je tworzyć dla zwrócenia nam uwagi, że Oni istnieją i że nasza Ziemia ma właśnie więcej wymiarów niż trzy, że Oni już o tym wiedzą, wiedzą też o naszym istnieniu, umieją ingerować w naszą rzeczywistość i mają ochotę na bliższy z nami kontakt.
Aby nam to uzmysłowić, najpierw tworzą w dojrzewającym zbożu dokładny Krąg. Nie stwierdzając oczekiwanej reakcji tworzą, coraz bardziej, skomplikowane rysunki. Następnie tworzą takie rysunki na tym samym polu w przewidywalnym czasie. Cóż jeszcze mogą uczynić, aby przekonać nas, że Oni istnieją i chcą z nami kontaktu?
Czy my postępowalibyśmy inaczej?
Dlaczego świadkowie z 1991 roku opowiadali, że wydarzeniu takiemu towarzyszył znaczny hałas, a świadkowie z Wylotowa o hałasie nie wspominają?
Odpowiedź może być bardzo prosta - u naszych Sąsiadzów też istnieje postęp techniczny.
Zdarzenie z 30 sierpnia 1908r. w syberyjskiej tajdze, określane jako Meteoryt Tunguski.
Zdarzenienie to, w sposób rzeczowy i niesugestywny opisał Stanisław Brzostkiewicz w ej już książce p.t. „ W Kręgu Astronomii - Wyd. Nasza Księgarnia, W-wa 1988. Poniżej zamieszczam cytat z tej książki.
„Rankiem 30 czerwca 1908 roku mieszkańcy środkowej Syberii byli świadkami przelotu po niebie oślepiająco jasnego bolidu, Szybko przemknął z południa na północ, a następnie skrył się za tajgą, gdzieś na północ od rzeki Podkamiennej Tunguzkiej. Wkrótce potem powietrzem targnął ogłuszający huk, który słychać było na przestrzeni o promieniu około tysjąca kilometrów. Podmuch fali powietrznej zwalił z nóg wielu naocznych świadków tego zjawiska. Wystąpiły również drgania skorupy ziemskiej, co zarejestrowały sejsmografy w Irkucku, Tyflisie, Taszkiencie, a nawet w odległej Jenie.
Pierwsza noc po opisanym wyżej zjawisku była w całej Europie tak jasna, że podobno nawet o północy można było swobodnie czytać. Na niebie pojawiły się srebrzyste obłoki, zazwyczaj widoczne podczas letnich miesięcy jedynie w wyższych szerokościach geograficznych. Oglądać je bowiem można tylko na tle zorzy wieczornej, gdy są oświetlone przez promienie Słońca, które w tych szerokościach geograficznych nie kryje się zbyt głęboko za horyzontem. Jednak tej i w ciągu paru następnych nocy srebrzyste obłoki były obserwowane zarówno w północnych jak i w południowych rejonach Rosji. Przez kilka kolejnych nocy na niebie jaśniała również czerwonawa zorza. Wszystkie te zjawiska - jak się przypuszcza - zostały wywołane przez spadek na Ziemię jakiegoś obiektu kosmicznego, znanego nauce pod nazwą meteorytu tunguskiego.
Na temat meteorytu tunguskiego ukazały się liczne artykuły w ówczesnej prasie, jednak władze carskie nie przejawiały nim najmniejszego zainteresowania, toteż o niezwykłym zjawisku wkrótce zapomniano.
Sytuacja uległa zmianie dopiero po Wielkiej Rewolucji Październikowej, gdy przed nauką rosyjską otwarły się zupełnie nowe możliwości. Już w roku 1921 zorganizowano na Syberię pierwszą wyprawę, mającą na celu zbadanie zdarzenia z przed 13 lat. Na jej czele stanął Leonid A. Kulik (1883 - 1942), znany mineralolog i meteorytyk radziecki. On to najbardziej przyczynił się do rozwiazania zagadki tunguskiego meteorytu.
Pierwsza wyprawa nie dotarła do miejsca gigantycznej katastrofy kosmicznej. Należało je wpierw ustalić i dlatego ograniczono się do relacji od ludów koczujących w tajdze.W miejscu upadku rzekomego meteorytu znalazła się dopiero druga wyprawa, którą Kulik zorganizował w roku 1927 i którą też osobiście kierował. Na północ od rzeki Podkamiennej Tunguzkiej natrafino na bagnisty obszar, gdzie w promieniu około 50 km drzewa zostały powalone. Nie zauważono jednak najmniejszego śladu krateru, okolonego wałem wyrzuconej przez upadający meteoryt ziemi. Cały natomiast teren pokryty był kolistymi, wypełnionymi wodą jamkami. Największa z nich miała
około 7 - 10 m średnicy. Tu - jak początkowo sądzono - winna znajdować się główna masa meteorytu.
Jakież jednak było zdziwienie naukowców, gdy przypuszczenia te okazały się całkowicie błędne. Dokładne badania wykazały bowiem, że owe jamki istniały już dawniej i że nie ma w nich marerii meteorytowej. Stwierdzono to nie tylko na podstawie wierceń geologicznych, ale i w oparciu o badania magnetyczne. A przecież nie mogło być najmniejszej wątpliwości, że w tym właśnie miejscu spadł rzekomy meteoryt. Świadczyły o tym zarówno wypowiedzi naocznych świadków, jak i analizy pomiarów sejsmicznych. Wymownym tego dowodem był również powalony las, i to na obszarze o powierzchni około 250 km2.
Brak krateru oraz materii meteorytowej stał się powodem snucia najbardzej fantastycznych hipotez na temat zjawiska tunguskiego. Jedna z nich zakładała, że meteoryt mógł się składać z antymaterii i dlatego w miejscu jego upadku nie znaleziono materii pochodzenia kosmicznego. Antymateria po zderzeniu z materią ziemską musiała bowiem ulec całkowitemu unicestwieniu, co wyzwoliło ogromne ilości energii. Należałoby tylko wyjaśnić, w jaki sposób twór taki mógł dotrzeć do naszej planety. Przestrzeń międzygwiazdowa nie jest bowiem zupełnie pusta i bryła antymaterii już tam powinna ulec anihilacji. Na razie zresztą nie mamy najmniejszej pewności, czy antymateria w ogóle występuje we Wszechświecie.
Podobny charakter ma też hipoteza, z jaką niedawno wystąpili uczeni amerykańscy A.A. Jackson i Michael P. Ryan. Oni dla odmiany zakładają, że tunguski meteoryt mógł być czarną dziurą, która przebiła glob ziemski na wylot i opuściła go gdzieś na południowy wschód od Nowej Funlandii. Obiekt taki byłby niewidoczny, ale wzdłuż jego przelotu powinien w atmosferze tworzyć się słup plazmy o temperaturze dochodzącej do 100 tysięcy stopni. Oczywiście brali pod uwagę mini czarną dziurę, mającą masę jednej stutysęcznej części grama. Twory takie - jak sądzi znany kosmolog angielski Stephen W. Hawking - mogły powstać na początku Wszechświata.
Nie ulega wątpliwości, że powyższe poglądy muszą się wydawać niezwykłe. Ale jeszcze bardziej fantastyczna jest hipoteza, z jaką przed laty wystąpił pisarz radziecki Aleksander Kazancew, który zjawisko z roku 1908 uważa za awarię statku kosmicznego z nieznanej planety. Miał on być napędzany energią jądrową i zdążał rzekomo w kierunku Wenus. Zboczył jednak z trasy, ponieważ silnik z jakiegoś nieznanego powodu odmówił posłuszeństwa i załoga straciła kontrolę nad ruchem statku. Jego eksplozja nastąpiła wysoko nad Ziemią, toteż szczątki statku spłonęły w atmosferze. Do powierzchni naszej planety dotarła jedynie fala uderzniowa i ona to spowodowała spustoszenie w tajdze syberyjskiej. Ale gdyby tak rzeczywiście było, w miejscu katastrofy wystąpiłaby zwiększona radioaktywność, czego nie stwierdzono.
Uczeni nie traktują serio powyższej hipotezy z innych jeszcze powodów. W podobny sposób też odnoszą się do poglądu, z jakim w roku 1964 wystąpili leningradzcy dziennikarze Genrich Altow i Walentyna Szuralewa. Doszli oni do wniosku, że wydarzenie z roku 1908 może mieć związek z aktywnością wulkanu Krakatau. Podczas jego erupcji w roku 1883 mogła rzekomo być wysłana w przestrzeń kosmiczną silna wiązka naturalnych fal radiowych. Istoty rozumne z nieznanej planety przez pomyłkę uznały ją za nasz sygnał i w odpowiedzi skierowały ku ziemi silny sygnał laserowy.
To ogromne zainteresowanie zjawiskiem nad rzeką Podkamienną Tunguzką jest całkowicie uzasadnione, gdyż rzeczywiście musiało się coś tam zdarzyć niezwykłego. Obliczenia wykazują przecież, że efekty towarzyszące domniemanemu spadkowi meteorytu tunguskiego równały się energii, jaka powstaje podczas wybuchu bomby wodorowej. Stwierdzono również, że nieznany obieky kosmiczny pędził z szygkością od 30 do 60 km/s, poruszając się po torze nachylonym względem powierzchni naszej planety pod kątem około 100. Zebrane fakty oraz rozwarzania teoretyczne doprowadziły uczonych do wniosku, że w tajdze syberyjskiej mogła spaść nieduża kometa. W pewnym stopniu myśl tę potwierdzałyby wyniki badań z roku 1963, kiedy to nad rzeką Podkamienną Tunguzką znaleziono znaczne ilości pyłu meteorytowego.
Po raz pierwszy z taką hipotezą wystąpił już w roku 1930 astronom amerykański Fred I.W. Whipple. Był on przekonany, że meteorytem tunguskim faktycznie mogła być niewielkich
rozmiarów kometa. To słabo świecące ciało nie zostało wcześniej dostrzeżone, ponieważ zbliżało się od strony Słońca i ginęło w jego oślepiającym blasku. Po katastrofie z komety pozostał tylko warkocz, widoczny przez wiele następnych dni z drugiej, odsłonecznej strony Ziemi.
Tym właśnie można tłumaczyć zjawisko świecenia nocnego nieba przez jakiś czas po upadku komety.
Nadal jednak nie potrafiono wyjaśnić, dlaczego nad rzeką Podkamienną Tunguzką nie znaleziono materii meteorytowej. Odłamki takie powinny się tam znajdować, gdyż jądra komet z reguły zawierają pewne ilości brył kamiennych lub żelaznych. Lecz w danym przypadku - jak sądził znany astronom radziecki Wasilij G. Fiesenkow (1889 - 1972) - składało się wyłącznie z zamrożonych gazów. Toteż głowa komety nie dotarła do samej Ziemi, ale wyparowała już na wysokości około 6 km nad jej powierzchnią. Spustoszenia zaś w tajdze spowodowała fala uderzeniowa, powstała przy zetknięciu się komety z ziemską atmosferą.
Astronom słowacki Lubor Kresák wystąpił ostatnio z hipotezą, że tunguską katastrofę wywołała kometa Enckego. W przeszłości była prawdopodobnie okazałym obiektem, ale ze wszystkich znanych komet okresowych najczęściej i najbardziej zbliża się do Słońca, toteż stosunkowo szybko się rozpada. Mógł się zatem oddzielić od niej jakiś większy fragment i w roku 1908 spaść na Wyżynę Środkowosyberyjską. W każdym razie meteoryt tunguski wpadł do ziemskiej atmosfery w tym punkcie nieba, z ktorego na przełomie czerwca i lipca każdego roku wylatują meteoroidy należące do roju beta Taurydy. Meteoroidy te są właśnie produktem stopniowego rozpadu komety Enckego."
Rozdział o meteorycie tunguskim - w cytowanej książce - w niekórych miejscach trąci dawną propagandą radziecką, ale zawiera też dużo rzetelnych faktów, dlatego zdecydowałem się zacytować go w całości.
A jak można wytłumaczyć w/w Zdarzenie przy założeniu 4-ro wymiarowości Ziemi?
Podsumujmy niezaprzeczalne fakty towarzyszące, problemowemu, wydarzeniu i je wynotujmy.
Zdarzenie miało miejsce 30 czerwca 1908 roku, w tajdze na Syberii niedaleko rzeki Podkamiennej Tunguzkiej.
Towarzyszył jemu potężny huk.
Huk ten słychać było w promieniu około 1000 km.
Zdarzeniu towarzyszyła potężna fala uderzeniowa.
Sejsmografy w Irkucku, Tyflisie, Taszkiencie, a nawet w Jenie zanotowały drganie skorupy ziemskiej.
Zjawisku towarzyszyła utrzymująca się łuna, pozwalająca podobno na czytanie nocą w całej Europie.
Łuna w postaci czerwonej zorzy utrzymywała się przez kilka nocy.
W miejscu zdarzenia stwierdzono powalone drzewa, w promieniu około 50 km.
W miejscu „katastrofy" nie znaleziono materii meteorytowej.
W miescu tym nie stwierdzono podwyższonej radioaktywności.
Z analizy tych faktów można wywnioskować,że sama katastrofa mogła wydarzyć się poza naszą Ziemią, a fala uderzeniowa oraz ta niezwykła łuna przywędrowały do nas - z kierunku 4-tego.
Dla zobrazowania jak mogło do tego dojść, posłużę się przykładem wyżej już opisywanej książki z nieskończenie cienkimi kartkami. Wyobraźmy sobie, że wewnątrz książki pomiędzy pewnymi kartkami wybuchnie n.p. odrobina materiału wybuchowego. Uszkodzeniu ulegną nie tylko najbliższe strony, ale i wiele odległych. Dla dwuwymiarowych mieszkańców ich płaszczyzn, uszkodzenia te nie będą wytłumaczalne. Pomimo, że samego wybuchu u nich nie było,dosięgły ich jego skutki i przywędrowału z trzeciego kierunku ( istnienia ktorego nawet nie przewidują). Podobnie mogło być w przypadku katastrofy w tajdze syberyjskiej. A zdarzenie to może być, jeszcze jednym dowodem na 4-ro wymiarowość naszej planety!
Poczta: Wieslawrutkowski37@wp.pl
![]() |
astroWEBRING [ Poprzednia | Następna | Losowa | Lista] Dodaj stronę» |
piątek, 30 lipca 2010
Licznik odwiedzin: 641
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Nowa hipoteza budowy Wszechświata. Podważenie hipotezy Wielkiego Wybuchu. Wytłumaczenie zdarzeń dotychczas niewyjaśnionych - Atlantyda, Trójkąt Bermudzki, Kręgi zbożowe.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: